Wigilia Niedzieli Bożego Miłosierdzia - ks. W.Rychter SAC




W tej konferencji, nagranej w wigilię Uroczystości Niedzieli Bożego Miłosierdzia, ks. Wiesław Rychter SAC mówi o tym, jak wielką rolę w życiu duchowym odgrywają nasze myśli. To właśnie one bardzo często decydują o naszym pokoju, lęku, nadziei i relacji z Bogiem. Kapłan pokazuje, że chrześcijanin nie ma żyć w chaosie rozproszeń i zamartwiania się, ale w czujności, wolności serca i ufności Jezusowi. W centrum rozważań pojawia się wezwanie, by wszystkie troski i wewnętrzny niepokój oddawać Chrystusowi, który pragnie obdarzyć człowieka swoim miłosierdziem i pokojem. To poruszająca konferencja o walce duchowej, modlitwie serca i prostym zawierzeniu: „Jezu, Ty się tym zajmij”.

Konferencję nagrano w dniu 11.04.2026.

 



Transkrypcja

Wigilia Uroczystości Niedzieli Bożego Miłosierdzia

Ks. Wiesław Rychter SAC

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Kochani, na początku pomodlimy się, prosząc, przyzywając Ducha Świętego.

Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
święć się imię Twoje,
przyjdź Królestwo Twoje,
bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
I nie wódź nas na pokuszenie,
ale nas zbaw ode złego.
Amen

Przyzywając obecności Najświętszej Maryi Panny, naszej Matki, Matki Boskiej, Częstochowskiej

Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.
Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej.

Amen

Dobrze, kochani, mam nadzieję, że doskonale pamiętacie takie zdanie, które wypowiada św. Paweł. Wszystkie swoje troski przerzućcie na Chrystusa, bo Mu zależy na was. Troski.

Mam od razu takie wyobrażenie, że troska to jest coś, co mi ciąży, z czym jest trudno.

I owszem, to jest dobre skojarzenie. Ale w tym kontekście Pawłowi zależy na tym, byśmy przyjrzeli się bardzo ważnym zagadnieniom życia duchowego. To są myśli.

Przerzućcie swe myśli, wszystkie myśli. Popatrzcie, że nie jesteśmy w stanie odłączyć naszego istnienia, życia od myśli. I zresztą Pan Jezus powie kilka razy w Ewangeliach, dlaczego albo myśli, albo złe myśli nurtują w waszych sercach.

Kiedy przyjrzymy się, popatrzymy na dany dzień z naszego życia, już od samego rana kotłują się w naszych głowach, w naszych sercach, mówiąc metaforycznie, myśli. Nastawiamy się, myślimy. Myślimy o jakiejś rzeczywistości, która nas czeka, może o jakimś spotkaniu z kimś.

Albo rodzą się w nas pozytywne myśli, albo negatywne. Albo tworzą jakiś pozytywny obraz, gdzie nam się chce, wow, chce jak najszybciej, żeby się jakaś rzeczywistość w moim życiu zrealizowała. Albo znowu wywołują w nas pewne emocje, nie pozytywne, negatywne.

Więc Święty Paweł pisze, przerzućcie swe myśli, każdą myśl, czyli każde swoje istnienie, każdą część, każdy fragment swojego życia na Chrystusa. I znowu, zależy Mu na was. I tu dotykamy miłosierdzia.

Kiedy mówimy, że Bogu zależy na nas, zwłaszcza Jezusowi, Bogu, w tym kontekście oczywiście słów Świętego Pawła, tu pojawia się miłosierdzie. Bogu zależy na tobie. To nie jest takie zależenie jak u człowieka, nie? Bo nie mówimy kocham, tylko zależy mi na tobie.

To znaczy jesteś dla mnie ważny, jesteś dla mnie ważna, jesteś potrzebny. Uznaję ciebie. A kiedy w tym kontekście Święty Paweł mówi, że Jezusowi, Bogu zależy na nas, to znaczy, że On całym sobą, całego siebie chce dać w swoim miłosierdziu tobie.

Jak w tym tak pomyślimy, pomyślimy, zobaczcie, my cały czas w jakiś sposób krążymy w swoich myślach. Zmienia to opatrzenie. Jesteś w myśli Boga.

To nie jest taka myśl jaka jest u człowieka, bo ona była od początku. Przyjrzyjmy się Księdze Rodzaju, jest to idea zbiorcza, św. Tomasz z Akwinu.

Bóg w zamyśle, w myśli stworzył świat. Bóg pomyślał, wypowiedział słowo, świat zaistniał. Bóg pomyślał, wypowiedział słowo, człowiek powstał.

Myśl. Popatrzcie, że chrześcijanin to jest człowiek przytomny. Oczywiście używam pewnych słów celowo, ja je za chwilę wytłumaczę.

Chrześcijanin to jest człowiek przytomny. Nie zakorzeniony w myślach. Zakorzeniony nie znaczy, że my nie myślimy, ale w rzeczywistości.

Jest takie nawet powiedzenie, że chrześcijanin to ktoś, kto mocno stąpa po ziemi, ale głową w chmurach. Coś by z tego było. W tym, co jest teraz, kiedy popatrzymy na Jezusa, na trzy lata Jego działalności ewangelicznej, głoszenia Dobrej Nowiny, widzimy, że Pan Jezus mówi o rzeczach wzniosłych, ale mocno, realistycznie stąpa po ziemi.

Ojciec Krąpiec, dominikanin, fantastyczny filozof. Zawsze w różnych dysputach teologicznych dyskutował z idealistami. Kiedyś się zdenerwował na jednym z obiadów i mówi tak, słuchaj sobie do kolegi.

Mówi, jak ty jesteś taki idealista, to ty zjedz kotleta idealnego. I położył mu pusty talerz. Mówi, a ja jestem realista i zjem kotleta realnego. I nałożył sobie schaboszczaka. Chrześcijanin to ktoś, kto chodzi w rzeczywistości.

Tradycja monastyczna ten stan trzeźwości, czujności nazywała terminem nepsis. Mówimy nawet o ojcach neptyckich, którzy nauczali o trzeźwości. To jest ważny termin.

Nazywano ich również teoforycznymi, czyli niosącymi Boga, czyli ktoś, kto ma w sobie czujność wewnętrzną. Niesie w sobie Boga. Możesz być myślą przy Bogu i wiemy o tym doskonale. Kiedy mamy zwłaszcza rozproszenia, ale możesz też myślą być daleko od Boga. Popatrzcie, chciałbym, żeby dzisiaj to wybrzmiało, gdybyśmy się przyjrzeli temu zagadnieniu bardzo wyraźnie, dokładnie.

Myślą możesz być przy drugim człowieku. On fizycznie obok ciebie nie jest, ale ty jesteś myślą. I myślisz pozytywnie lub negatywnie.

Przyjmujesz go lub odrzucasz, a możesz być daleko. Myśl może nieść w sobie, budzić w tobie miłość, szacunek, ale może też, i tu mówimy o nienawiści, kiedy ktoś myśli o kimś i mówi nienawidzę go, nienawidzę jej, nie przebaczę mu, nie przebaczę jej.

Podobnie jest, jeśli chodzi o tego, który niesie Boga, niesie wewnętrznie z sobą Boga, czyli myślą jest przy Bogu. Myślą jest przy Bogu. Czy jestem myślami przy Bogu? Wystarczy sekunda, chwila, moment, jedziesz tramwajem, jedziesz na uczelnię, do kogokolwiek, do ciotki, na imieniny, na kawę.

Możesz być myślą przy Bogu. To jest modlitwa myślna. Zwłaszcza w przeddzień tak pięknego święta, Uroczystości Miłosierdzia Bożego.

Zwróćmy na to uwagę, to są te akty strzeliste nawet. Dobrze być myślą przy Bogu. Boże uwielbiam Ciebie, kocham Ciebie, miłuję Ciebie.

Jestem przy Tobie, odnoszę moją rzeczywistość, tu i teraz myślą jestem przy Tobie. Abba Pojmen mówi, że początkiem każdego zła jest brak skupienia, czyli natłok myśli. Kiedy jest harmonia myśli, kiedy prowadzimy tak nasze myśli, że one staramy się, żeby były przy Bogu, to możecie zaobserwować, pewnie zaobserwowaliście, że wchodzi pewien porządek myśli w moje życie.

Jest pewna harmonia. A kiedy mam natłok myśli, to nagle zauważamy, że wiele rzeczy nas zaczyna drażnić. Nie wiem, czy tak macie, ja tak mam, że nagle wszystko, tu jeden, drugi, trzecia sprawa, natłok myśli nie potrafię tego ogarnąć. Zaczynam się wściekać.
Chaos, kto uwielbia chaos? Kto uwielbia bałagan? No Diabeł. Diabeł zrobi wszystko, byśmy nie myśleli, byśmy nigdy nie byli myślą przy Bogu, więc pojawiają się trudności.
Kiedy? Na modlitwie zbliżasz się do światła – atakuje, byśmy nawet najmniejszą myślą... oczywiście to jest jak przebijanie się przez chmury, mm… samolotem… On leci, to nie jest tak, że chmurka i on ląduje, on spada... Ale leci dalej, przebija się przez chmury, idzie. Ktoś, kto wchodzi na Mont Everest, to głupotą byłoby, gdyby zawracał, kiedy się tylko pojawi na danym etapie śnieg, lód.

Trwam myślą. Moje myśli kieruję do Boga. Wiemy, jak wygląda rozmowa z osobą pijaną.

Jak nie wiecie, to Bogu dziękujcie, a jak wiecie, to wiecie. Nie ma żadnej rozmowy. Z osobą upitą, pijaną.

Masz poczucie, że ktoś jest za szybą. Nie możesz. Próbujesz, ale nie możesz.

I z minuty na minutę może być coraz gorzej. Jego nietrzeźwość przysłania mu rzeczywistość. Wiemy, że nietrzeźwość przysłania rzeczywistość.

Inaczej zaczynam patrzeć. Oczywiście nie wchodzę w szczegóły, na jakie przestrzenie mózgu działa alkohol. Podobnie nadmiar różnego rodzaju bodźców, dźwięków, wiadomości, ale i nadmiar niepotrzebnych myśli może sprawić, że stajemy się nietrzeźwi.

Chrześcijanin, który jest nietrzeźwy. Nie żyjemy świadomie. I kochani, to jest potężne zagrożenie.

I to zagrożenie widać, że z dekady na dekadę, właściwie z roku na rok, ono się pogłębia. Ludzie uzależniają się od bodźców. Stają się nietrzeźwi.

Więc w jaki sposób kierować swoją myśl? W jaki sposób rozwijać swoją modlitwę? W jaki sposób rozwijać swoją relację z Bogiem? To jest jak dziecko, jeśli tak wychowujesz i nie dajesz mu żadnych przykładów, to nie wie, jak żyć. On nigdy tak nie żył, nikt mu tak nie kazał, nikt mu tak nie proponował. Tak jest w relacji z Bogiem.

Pomaga asceza, czyli no, o  tonie jest Wielki Post, ale ona dobra jest. Asceza, czyli ograniczenie.

Ograniczenie informacji, ograniczenie obrazów, ograniczenie wiadomości. Jeżeli naprawdę nie będziemy tak chcieli wszystkiego wiedzieć, o wszystkim słyszeć, naprawdę będziemy żyć. Jak zjesz posiłek, to będziesz szczęśliwy.

Od nadmiaru jedzenia ktoś może nas też obciążyć. Życie świadome polega na tym, że ja mam kontakt z sobą i tym, co się we mnie dzieje. Mam kontakt, poznaję siebie, to jest istotne.

Bo my często mówimy tak górnolotnie, nawet jako księża z Ambony, że kontakt z Bogiem, relacja, to wszystko jest prawda. Poznawaj miłosierdzie, miłosierdzie Boże cię ogarnia, zanurzaj się w Bożej miło... Tak, to jest prawda.

Ale często sobie tak myślimy, że my nie wracamy do początku. Czy kontakt w ogóle człowiek ma z sobą? Czy mam kontakt z sobą? Czy lubię siebie? Czy się przyjmuję? Bo mówimy przyjmij Boga, kochaj Boga, zaufaj Bogu, ale ja siebie nie kocham. Ja sobie nie ufam.

Wracamy do początku, wracamy do tego, że chrześcijanin to nie człowiek, który chodzi zakorzeniony w myślach, ale w rzeczywistości. To jest realna filozofia Chrystusa. Realna filozofia, która niesie miłość.

Nie, że mamy same anielskie oczywiście myśli, ale jestem świadomy tego, co się we mnie dzieje i świadomie wybieram, za jakimi myślami chcę iść. I popatrzcie, tutaj pojawia się wolna wola i rozum. Za jaką myślą pójdziesz? Za jaką myślą podążysz? Byłoby mniej nerwicy, byłoby mniej w nas smutku, po prostu byłoby mniej w nas w ciemności.

Gdybyśmy wybierali dobre myśli i pójście za tymi myślami dobrymi. Jestem świadomy moich rozproszeń, ale i tego, że Pan Bóg obejmuje całe moje życie. Pomimo chaosu w mojej głowie, bo on ma prawo i będzie się pojawiał. Mam pragnienie bliskości, bliskości Boga i do Niego powracam. Myślą mamy wpływ na to, co wybieramy i według jakich myśli chcemy żyć.

Najpierw pojawia się myśl, prawda? Potem pojawia się decyzja. To nie jest tak… Jeśli ja się zgadzam z jakąś myślą, przyjąłem, zaakceptowałem, pojawia się decyzja.

Kiedy pojawia się decyzja, już wybrałem i dokonuję. Dokonuję, czyli to często się objawia w czynie, w postępowaniu. I wybieram między dobrem a złem.

I kiedy, i o tym trzeba powiedzieć, i myślę, że możemy sobie powiedzieć, ja jestem gdzieś daleki od demonizowania, ale to trzeba jasno powiedzieć. Diabeł uwielbia wchodzić w ludzkie myśli, bo wtedy robi chaos, zamęt, dysorientacja albo tak jak wróćmy do Księgi Rodzaju, co zrobił z Ewą? Zasiał najpierw wątpliwość, zamęt, o! kłamstwo się pojawiło, potem ona sama nie wiedziała chyba jak się nazywa i kim jest, no i pach, i poszło. I o to chodzi.

Szybko, szybko, szybko, popatrzcie, kiedy popatrzymy na te bodźce, na wiadomości, na informacje, szybko, szybko, szybko. Dlaczego? Dlatego, że zrobisz błąd. Jak będziesz robił szybko,  bez Boga.

A Bóg mówi, wszystkie swe myśli przerzućcie, wszystkie swe troski przerzućcie na Chrystusa, bo Mu zależy na was. I zachęcam do takiego ćwiczenia duchowego, że kiedy będziecie mieć chaos myśli, kiedy nagle pojawią się takie myśli, że będą cię wprowadzać w ciemność, w panikę, zaczniesz panikować, bać się, będziesz chciał uciekać. Może od jakiejś odpowiedzialności.

Wszystkie swe myśli przerzućcie na Chrystusa.
Panie Miłosierny, przerzucam ten cały mój chaos na Ciebie.
A Ty wziąłeś więcej na siebie…
Ja wszystko przerzucam na Siebie.
Przyjdzie pokój. Już sam fakt, że jakąś myśl nazwiemy, wyciągniemy z ciemności, to ona traci nad nami władzę, staje się myślą oswojoną i tego nie znosi książę kłamstwa.

Nie znosi, byśmy nazwali tę myśl. Zastanowili się, skąd ona pochodzi, co ona we mnie robi, co ona we mnie budzi, do czego mnie prowadzi, do jakich czynów. I tu mamy władzę.

Tu Pan Bóg nam władzę dał. I wtedy widzimy, to tylko myśl, a nie rzeczywistość. Wstajesz rano i mówisz sobie, jaki ten dzień mój będzie straszny, ale Ty jeszcze nie zrobiłeś pierwszego kroku.

A idziesz za tą myślą. Wybieram tę myśl czy nie? A to spotkanie... nie…, ja sobie nie wyobrażam tego spotkania. Muszę je odbyć, ale sobie nie wyobrażam.

Idź na to spotkanie. Zrób oczywiście. Przygotuj się w zależności, jakie to jest spotkanie.

Ale nie idź za myślą, która już zaczyna Tobą miotać. Zaczyna robić z tobą, co chce. Zobaczcie, drodzy, myśl zaczyna robić z nami, co chce.

Jak żyjemy świadomie i zobaczymy, ile razy to w naszym życiu myśl, myśl, której nikt nie widzi, tylko Ty o niej wiesz. Ty sobie pomyślałeś, pomyślałeś, że mi wystąpienie w ogóle nie poszło, że cały świat mi się wali. Tylko Ty o tym wiesz.

Nikt o tym nie wie. Nikt. Ale ona już wykreowała taką rzeczywistość, że tylko rzeczywiście iść i płakać.

Iść i robić głupoty. Myśli nie mogą mieć nade mną władzy. I Pan, kiedy mówi, przerzuć swoje myśli, przerzuć swoje troski na mnie.

Chce nas uwolnić, żeby myśli nad nami nie miały władzy. Nie może.. władzę mieć nad nami Pan. Pan jest moim władcą.

Gdy zobaczę w sobie niemądry sposób myślenia, zauważę tę myśl. Uśmiechnij się do niej. To jest, tak mówi też wspomina w swoim wystąpieniu, którymś słyszałem, bo oczywiście tę konferencję nie tworzę, po prostu tak sobie siadam i piszę.

Ojciec Pałys, dominikanin, często mówił do tych swoich emocji negatywnych, uśmiechnij się. Uśmiechnij się. Spokojnie. Pomału. Uspokój.
Zobaczcie, jak ciężko się łowi ryby w mętnej wodzie. Nie da się. Wtedy ona traci nad nami władzę.
Im mocniej walczymy z myślami, tym bardziej się zaczynamy utwierdzać.

Ewagriusz używa metafory, że Bóg dał człowiekowi myśli, aby on je dbał, tak jak się daje pasterzowi owcę. Myśli trzeba nauczyć się wychowywać, podobnie jak wychowujemy w sobie cnoty czy dobre nawyki. To jest ćwiczenie duchowe.

Jeśli ktoś mówi, że ćwiczenie duchowe nie polega na tym, nie polega na wychowywaniu swoich myśli, zdobywaniu cnoty, dobrych nawyków, to nie ma życia duchowego. Po prostu nie ma życia duchowego. To jest jak nie pasterz, ale taki pies, który idzie po prostu za pierwszym lepszym bodźcem.

I naprawdę możemy tego doświadczyć, to zobaczyć, że bodziec idzie, bodziec idzie, bodziec idzie. Złe nawyki mają to do siebie, że łatwo się je wyrabia, ale się z nimi trudno żyje. A dobre nawyki na początku się trudno wyrabia, ale dobrze się z nimi żyje.

I to jest duchowe zmaganie. Dobrze jest wychowywać w sobie dobre myśli, dobre nawyki. Nie tylko to nam ma pomagać w modlitwie, ale zwyczajnie lepiej się z tym wszystkim żyje.

Jest to zadanie. Chciałbym powiedzieć teraz o pewnym rodzaju myśli, które w Piśmie Świętym nazywane są troskami. To jest mniej więcej o tym, co mówi św.

Paweł, tylko o tym w kontekście szerszym. Mówimy o myślach, ale w nich są zawarte troski. To jest pewien rodzaj myśli.

Co to jest troska? Troska według Ojców Pustyni to jest to wszystko, na co nie mam wpływu, a co oddziela nas od Boga. Troska mnie oddziela od Boga? To zobaczcie ile jest momentów w naszym życiu, które oddzielają nas od Boga. To są mocne słowa Ojców Pustyni, a wierzcie, oni wypracowali to doskonale.

Jeżeli zatapiam się w zmartwieniach, troskach, to popadam w smutek i w konsekwencji nikomu nie pomagam. Nikomu nie jestem w stanie pomóc. Ani sobie, ani drugiemu człowiekowi.

Poczucie oddzielenia od Boga to jest wynik natłoku smutku i zmartwień. Kiedy mówimy, że chrześcijanin to człowiek radosny, pogodny, to nie mówimy tego tak, to nie jest jakiś slogan Kościoła, wynikający z Pisma Świętego.

Wydłubaliśmy jakieś słowo i teraz ha, ha, ha. Nie mówimy o wesołkowatości, ale o tym, że zmaga się ze zmartwieniami. Święty Jan i Święty Piotr piszą, aby nasze troski oddawać Bogu.

Oni też to piszą. Dlaczego to jest takie ważne? Pierwszą bramą, przez którą wchodzi zły duch, aby nam odebrać poczucie obecności Boga, to jest brama myśli, o czym już wspomniałem. To jest brama myśli.

Być skupionym to znaczy nie myśleć o rzeczach niepotrzebnych. Starać się nie myśleć o rzeczach niepotrzebnych. Nadmiar niepotrzebnych trosk, myśli, niepotrzebnych zmartwień mogą sprawić, że one stają się ważniejsze niż Bóg.

Przy zmartwieniu tkwię przy tym jednym. Nie jestem w stanie podnieść wzroku tak jakbym miałbym blokadę kręgosłupa.

Zmartwienie każe mi ciągle patrzeć pod nogi. A Chrystus mówi, podnieś głowę. Podnieś, patrz.

Chrześcijanin to ktoś, który patrzy, ma perspektywę. Zmartwychwstał. Mamy perspektywę zmartwychwstania. Popatrz, nie ma Go. Nie, że uciekł… Nie ma Go tutaj, nie został na krzyżu. Nie ma, nie ma Go. Nie ma Go. Nie znajdziesz tam Jezusa, bo On zmartwychwstał. On żyje.

Kiedy się martwisz, patrzysz pod nogi. Mogę sprawić, że kiedy chcę się modlić, nie adoruję Boga, ale adoruję swoje zmartwienia, swoje problemy, swoje myśli.

Mówię ze sobą o sobie albo z sobą o innych. Czyli cały czas nie mogę się spotkać.

To można porównać współcześnie z obrazem, że spotykają się osoby w restauracji. Jedna patrzy w telefon, druga patrzy w telefon. Rozumiem gdzieś na chwilę, na moment, jakaś sytuacja wynikła.

Wyobraźmy sobie kolację, która trwa godzinę albo idziemy w gości, tak tu no poczęstuj się.. Wszyscy w telefonach.
Ewagriusz z Pontu, o którym wspomniałem, zauważa, że demon bardzo zazdrości człowiekowi, który się modli i używa wszelkich sposobów, by nie osiągnął zamierzonego celu. Nie przestaje więc za pomocą pamięci wzbudzać myśli o różnych sprawach. Ewagriusz pisze dalej: Ci, którzy gromadzą w sobie troski, zdaje im się, że się modlą, a są podobni do tych, którzy czerpią wodę i ją wylewają do dziurawego naczynia.

Mocne. Ale życie duchowe wymaga od nas. Ktoś mądrze kiedyś zauważył, że zmartwienie nie zabiera jutrzejszych problemów, ale zabiera dzisiejszy pokój.

A co mówi Chrystus, kiedy przychodzi po zmartwychwstaniu? Kiedy przychodzi na Eucharystii, za każdym razem mówi „Pokój Wam”. Jak zauważyliście, bardzo to podkreślamy ten moment, kiedy mówimy podczas Eucharystii „Pokój pański”. Ja nawet zwalniam, żeby to nie było odruchowe.

Pokój pański niech zawsze będzie z wami. Nie spokój, jak to powiedział kiedyś arcybiskup Adrian Galbas, nie spokój wynegocjowany przez świat i to źle światu wychodzi, to widzimy. Ale pokój, który daje Chrystus jest wymodlony.

Można mieć pokój. I nie macie takiego wrażenia, że znaczna większość jest zmartwień i w ogóle się nie spełnia? Jak wrócicie do domu, to warto sobie o tym pomyśleć, nie zamartwiając się, że tyle razy w życiu się martwiłem, tyle razy w życiu się martwiłem… Ile razy? Ile się z tego spełniło?

I mamy dowód na to. Zamartwianie się to takie ściąganie w dół. Kiedy się zamartwiam, to czynię martwym dobro, które się wydarzyło albo które może się wydarzyć, proszę za mnie.

Czynię go martwym, zamartwiam się. Gromadzenie i kontemplacja trosk odcina nas od obecności Boga. Zamiast na Nim skupiamy się na myślach, tak jakby Pan Bóg nie był większy.

Przerzućcie sobie wszystkie myśli, troski, zatroskania na Chrystusa, bo Mu zależy na Was, bo chce Wam okazać miłosierdzie. Już widzimy, że najtrudniejsza walka duchowa odbywa się na poziomie myśli. Trzeba walczyć o czystość umysłu, abyśmy trwali w obecności Bożej.

Kiedy Pan Jezus mówi błogosławieni czystego serca, to wszyscy… to pewnie tam chodzi o tą pornografię. Bzdura. Czasem nieczystość cielesna jest gorsza od nieczystości duchowej.

Oczywiście tamta prowadzi do drugiej, bo ktoś może się skupić na nieczystości cielesnej, bo jak słyszymy nieczystość, to jakbyśmy zrobili ankietę, to 80% dobrze odpowie. Ale jak jeszcze by się popytało, to żeby dany, nie dany grzech, to ktoś by w ogóle do spowiedzi nie chodził. Nieczystość jest gorsza, jest ta nieczystość myśli i wcale nie tylko, bo można się skupić jak koń, klapki na oczach i tylko jedno.

I tak całe życie przeżyć. Ktoś może się skupić na tym, że przeklina, ale zdradza żonę. Przepraszam, to jest może za mocne porównanie.

Albo ktoś się skupi, że zaniedbał niedzielną Mszę Świętą, ale poniża drugiego człowieka. Nie ma tam harmonii, nie ma tam jakiegoś porządku. Zawsze pytamy się jako kapłani w konfesjonale, bo jest ciężkość materii.

Nie można przeklinać, a używać wulgaryzmu. Jest to różnica. Ktoś powie, że to jest to samo.

Kiedy powiesz matce, idź do diabła, to jest znacznie, znacznie gorszy grzech niż kiedy powiesz brzydkie słowo, bo się zdenerwujesz. Nie chcę bagatelizować, ale to jest mądre myślenie, mądre rozeznawanie. Bo diabeł bardzo często lubi nam przysłonić oczy, że teraz zobacz, potknąłeś się o kamyczek, ale przed tobą stoi głaz i on wie, że ten głaz cię zabije.
Żebyś nie zauważył głazu, który cię przygniecie. I cię przygniecie tak mocno, że nie dasz rady wyjść. To jest właśnie ta mądrość, czystość myśli.
Trzeba walczyć o czystość umysłu, aby trwać w obecności. Diabeł może nam podsuwać myśli, uwaga, pozornie dobre. Zamartwiaj się.

Zamartwianie nawet w języku to ładnie brzmi. Czyni mnie martwym. Zajmuje się tym, na co nie mam wpływu, a na dodatek odcina mnie od obecności Bożej.

Zostaw zatem Jezusowi troski. To jest prosta modlitwa. Wiecie, jak brzmi? Panie Jezu, oddaję Ci moje troski.

Oddaję Ci moje zamartwiania, oddaję Ci moje myśli. Dzisiaj, na ten cały dzień chcę być człowiekiem wolnym. Uczy mnie człowiekiem wolnym.

Nie chcę się bać. Ile to trwało? Kilka sekund. Zostaw Jezusowi troski.

Ojciec Dolindo, pewnie pamiętacie doskonale, nauczył nas takiego jednego zdania. Powiedział, że… nawet sam Pan Jezus chce, żeby tak się modlić. Jezu, Ty się tym zajmij.

Jezu, Ty się tym zajmij. Pięć słów powiedziane z serca czyni cuda. A Jezus się Tobą zajmie.

Człowiek zawsze ma wybór. Albo się mną zajmie Jezus, albo się mną zajmie diabeł. Albo moimi myślami zajmie się Jezus, albo diabeł na pewno się różnymi zajmie.

Przypomnijmy sobie scenę z Ewangelii. Piotr, dopóki patrzy na Jezusa, nie tonie. Przestaje patrzeć i zaczyna tonąć.

A po zmartwychwstaniu, kiedy Pan Jezus przyjdzie, powie do apostołów Nie bójcie się. Nie trwóżcie się. Niech wasze serca się nie lękają.

Myślę, że nie będzie to trudne. Już się skonfrontować z myślami za kilka minut, albo kilkanaście, albo kilkadziesiąt, albo rano, albo przed położeniem się spać, albo że w nocy, jak się wybudzicie, bo macie jakąś trudną sytuację do rozwiązania.

One się będą pojawiać. To nie jest tak. Nie jesteśmy w stanie tego... Jak potrzeba fizjologiczna, no… Taka jest prawda. Ale co z nimi zrobisz? Czy pójdziesz za nimi? Czy je rozeznasz? I po trzecie, komu je oddasz? Przerzuć swoje wszystkie myśli, przerzuć swoje wszystkie zmartwienia, przerzuć swoje wszystkie troski. Przerzuć je na Chrystusa.

A On okaże ci swoje miłosierdzie. Naprawdę, to jest prosta modlitwa. Tu nie ma żadnej ciężkiej filozofii.

A zobaczcie, czym coś jest bardziej proste, tym bardziej nam się wydaje skomplikowane i nie idziemy za tym. A czym bardziej nam się coś wydaje skomplikowane, to myślimy, że to jest proste, a potem jest frustracja. A modlitwa sercem jest naprawdę łatwa.

Zostałbym kochani z wami, ale ja muszę jechać. Mam jeszcze dwie rzeczy do załatwienia ważne. Niech Pan Bóg wam błogosławi.

Podążajcie za myślami. Niech te myśli będą z Ducha Świętego. Ja was osobiście wiem, że jesteście ludźmi modlitwy… proszę o modlitwę, bo już gdzieś tam mam pewne myśli, bo mam bardzo ważne spowiedzi, które muszę przeprowadzić. I już diabeł próbuje wprowadzić chaos. Już mnie gdzieś tam straszy tymi spotkaniami, więc też was proszę o modlitwę, bo taki chaos zaczyna się gdzieś w sercu dziać.

Żebym podążył nad tymi myślami z Ducha Świętego, to was od razu proszę.

Niech Pan Bóg wam błogosławi i uwielbiajmy Boże Miłosierdzie. Jak mam jakieś wątpliwości, to zobaczmy, ani Go tu nie ma, ani Go tu nie ma… Jest pomiędzy nami… O tu gdzieś siedzi, o tutaj jest Pan Jezus.

Z Panem Bogiem.

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku i teraz, i zawsze, i na wieki wieków.
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku i teraz, i zawsze, i na wieki wieków.
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku i teraz, i zawsze, i na wieki wieków.
Amen.

 


© 2026 Grupa Uwielbienia Bożego Miłosierdzia. Wszystkie prawa zastrzeżone. Stworzone przez Mega Group