GUBM GUBM
  • Start
  • Aktualności
    • Wydarzenia
    • Nadchodzące spotkania
    • Archiwum aktualności
  • O Nas
    • Historia
  • Media
    • Konferencje
    • Śpiewnik
  • Świadkowie Miłosierdzia
  • Czytelnia
    • Dzienniczek
    • Egzegeza środowa
    • Boże Narodzenie
    • Pasja wg Brandstaettera
    • Teologia biblijna
    • Szkółka
    • Rozważania na dziś (archiw.)
  • Kontakt

Przyjmij SKARB - zupełnie zapomniany szkaplerz św. Józefa

Admin Szkółka 11 marzec 2021

 

SKARB - zupełnie zapomniany szkaplerz św. Józefa…

Poniższe opracowanie to fragmenty książki pt. „Potężny Orędownik, Tajemnica szkaplerza św. Józefa” autorstwa Aleksandry Zapotoczny – dziennikarki akredytowanej w Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej, autorki książek o cudach św. Jana Pawła II, o księdzu Dolindo, o świętych i ich relikwiach. W Rzymie mieszka od 20 lat.

Nie wiem, dlaczego po 150 latach szkaplerz św. Józefa objawia się ponownie, i to w Polsce, pisze autorka książki. Iluż to ekspertów teologii św. Józefa podczas przygotowania tej publikacji zniechęcało mnie do pracy! Radzono, by zaprzestać poszukiwań, gdyż po prostu szkaplerz św. Józefa nie istnieje. Od początku wydawało mi się to dziwne…

150 lat temu we Włoszech

Werona, położona w północno-wschodnich Włoszech, to miasto szekspirowskich bohaterów, Romea i Julii. Cała okolica pulsuje historią ich miłości. Kilka kroków od rzymskiego amfiteatru, który jest kolejnym symbolem Werony, stoi kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. To właśnie ten kościół wymieniają w swoich opracowaniach józefolodzy, ponieważ powstało tam Arcybractwo Pasa św. Józefa i jego szkaplerz. Dwóch kolejnych proboszczów, ks. Michele Falezza i ks. Agostino Zanella, propagowało nabożeństwo do Oblubieńca Maryi. Lata temu na ścianach w zakrystii zawieszono papieskie dekrety powołujące arcybractwo do istnienia oraz dyplomiki, także puste, niewypełnione jeszcze żadnymi nazwiskami. Resztę dokumentacji złożono w Archiwum Diecezji Werony. Pożółkłe ze starości, kruszące się w rękach karty, są dowodem na to, że istniało tutaj nabożeństwo do św. Józefa.

Arcybractwo Pasa św. Józefa

Stowarzyszenie religijne zawiązane w Weronie przy parafii św. Mikołaja, zatwierdzone kanonicznie już w 1861 roku, na początku miało status bractwa, ale w dokumentach widnieją także inne jego określenia: Stowarzyszenie św. Józefa i Pobożna Wspólnota św. Józefa. Od 1865 r. przyjęło nazwę Arcybractwo Pasa św. Józefa.
Stowarzyszenie Pasa św. Józefa nawiązywało do relikwii prawdziwego pasa św. Józefa przywiezionego z wyprawy krzyżowej przez francuskiego kronikarza Jana z Joinville. Pas miał być utkany przez samą Maryję. Głównym celem arcybractwa było szerzenie czci Oblubieńca Maryi przy pomocy zalecanych w statucie praktyk religijnych: regularnej modlitwy, uczestnictwa w nabożeństwach w marcu – miesiącu św. Józefa, przystępowania do sakramentów pokuty i Eucharystii, noszenia pasa św. Józefa oraz szkaplerza. Duchowym celem zrzeszenia było posiadanie ochrony przed grzechem nieczystości, który w tamtych czasach masowo popełniali zwłaszcza mężczyźni. Bycie zrzeszonym w Arcybractwie oznaczało duchową więź z Ojcem Świętym – Wikariuszem Chrystusa i Kościołem Katolickim.

Płaszcz św. Józefa, który ochrania

Wśród dokumentacji zgromadzonej w archiwum zachowały się informacje na temat pasa św. Józefa, który można było nabyć lub przynieść własny, prosząc o specjalne błogosławieństwo, niestety znikome informacje pozostały na temat szkaplerza. Na okładce małej książeczki z modlitwami, która jest zarazem legitymacją Arcybractwa, widnieje tytuł:
Pobożne stowarzyszenie zwane Szkaplerzem św. Józefa, Oblubieńca Maryi kanonicznie powstałe w kościele Arcybractwa Pasa św. Józefa w Weronie dnia 19 czerwca 1865 roku, ubogacone przez wiele odpustów udzielonych przez Leona XIII dekretem z dnia 8 lipca 1880. Szkaplerz nie odnosił się jedynie do prostokątów wykonanych z materiału, zawieszonych na szyi na tasiemkach. Szkaplerzem nazywano całe nabożeństwo do św. Józefa – „płaszczem” opieki, który okrywa modlącego się czciciela, a ten przez odpusty i proponowane praktyki religijne okryty będzie łaskami. Aby otrzymać potrzebne łaski, członkowie uczestniczyli w porannej Eucharystii, ofiarując ją za Ojca Świętego i udzielali się w posłudze liturgicznej. W godzinach wieczornych uczestniczyli w adoracji Najświętszego Sakramentu, wypraszając łaskę szczęśliwej śmierci i przygotowując się na nią.

W samej Weronie od roku 1859 do 1869, przez okres 10 lat do bractwa zapisało się 7000 osób, a do roku 1872 – 11600. Zapisy trwały do lat dziewięćdziesiątych. Ostatnim nazwiskiem w rejestrze jest prałat Ludovico Lonardi, proboszcz kościoła św. Mikołaja w latach 1923 – 1951, ze śmiercią którego prawdopodobnie zakończyła się działalność arcybractwa. Nabożeństwo do Pasa św. Józefa rozwijające się przy kościele św. Mikołaja do lat czterdziestych XIX wieku, żyło w harmonii z Kościołem Rzymu, który zbliżał się do ogłoszenia św. Józefa patronem Kościoła.

Dziś, we współczesnej Weronie, o Arcybractwie św. Józefa nikt nie pamięta.

140 lat temu we Francji

… w klasztorze Sióstr Franciszkanek Niepokalanego Poczęcia, Matka Maria od Jezusa - zafascynowana postacią św. Józefa przyodziała się jego płaszczem – szkaplerzem. I chociaż wg chronologii wydarzeń pierwszy szkaplerz św. Józefa powstał w Weronie, to – jak wskazują fakty historyczne – dzięki diecezji francuskiej dotarł on do papieża i stał się nabożeństwem w Kościele Powszechnym. Przyczynił się do tego ówczesny biskup Jury, Cesar-Joseph Marpot (1827-1898), który nie tylko zatwierdził nabożeństwo dla Kościoła lokalnego, ale aktywnie zaangażował się w jego rozpropagowanie. Z jego inicjatywy w krótkim czasie sześciu innych biskupów pobłogosławiło i zatwierdziło szkaplerz św. Józefa dla swoich diecezji.

Matka Maria od Jezusa

O Matce Marii od Jezusa nikt dziś już nie pamięta. W opracowaniach stowarzyszeń józefologicznych wymienia się jedynie zdawkowo jej nazwisko, ale nikt nie cytuje jej „Dziennika duszy”. I chociaż zmarła w opinii świętości, nikt przez lata nie zabiegał jej kandydaturę na ołtarze. Maria od Jezusa żywiła szczególne nabożeństwo do św. Józefa , a czytając dzieła św. Teresy – jego wielkiej czcicielki – zacieśniała z nim więzi, zwracając się do niego każdego dnia i we wszystkich potrzebach, nawet tych najbardziej przyziemnych. Aby podziękować mu za otrzymaną pomoc i dary – głównie materialne – pragnęła uczcić go szczególnym nabożeństwem. „Jeśli mój dobry ojciec nie ma swojego szkaplerza, pragnę, aby go otrzymał. Chcę, aby katolicy całego świata przez noszenie go, godnie czcili patrona Kościoła Powszechnego”.

Projektując szkaplerz św. Józefa, Matka Maria od Jezusa wzorowała się na szkaplerzu karmelitańskim. Jej oficjalna biografia zaznacza, że w tamtym czasie popularność szkaplerza Matki Bożej z Karmelu i szkaplerza św. Józefa utrzymywały się na jednakowym poziomie. Do wykonania szkaplerza św. Józefa użyto trzech barw, które oznaczają trzy główne cnoty św. Józefa: żółty – sprawiedliwość, fiolet – pokora i biały – czystość. Jak zaznaczają przedstawiciele włoskiego Ruchu Józefowego, noszący taki szkaplerz deklarował się, że będzie żyć naśladując cnoty św. Józefa. W liturgii Kościoła Katolickiego obowiązują symbole i kolorystyka, które nie są bynajmniej zbiorem przypadkowych barw. Religia chrześcijańska przywiązuje do nich dużą wagę, gdyż każdej z barw przypisuje znaczenie. Przez całe wieki św. Józef na malowidłach przedstawiany był w fioletowej tunice, której kolor symbolizował zmartwychwstanie wieczne, złoty płaszcz – zjednoczenie duchowe z Bogiem. Z drewnianej laski, którą trzymał w ręce wyrastał nowy pęd, symbolizujący wybranie przez Boga. Biała lilia oznacza nie tylko czystość, ale zupełne oddanie się Bogu.

Papieże, którzy zatwierdzili nabożeństwo szkaplerza św. Józefa

Papież Pius IX (od 1846 do 1878)

O tym papieżu historia powie, że był obrońcą tradycji i stróżem prawa Kościoła. Jego dziełem było zwołanie I Soboru Watykańskiego, a także ogłoszenie dwóch dogmatów: o Niepokalanym Poczęciu Maryi Panny oraz o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności. Pius IX był nazwany obrońcą Polski. Z wielką uwagą śledził odrodzenie narodowe, w czasie trwania Powstania Styczniowego utrzymywana była łączność między Stolicą Apostolską a Rządem Narodowym. W rozmowie z przedstawicielami władz powstańczych, którzy przybyli do Rzymu z Władysławem Czartoryskim na czele, papież zapewniał: „Przy każdej Mszy modlę się za Polskę, modlę się i do św. Stanisława Kostki, i do bł. Andrzeja Boboli, który jest waszym szczególnym opiekunem, ale modlitwy nie wystarczają – trzeba wam dział i broni”. Słowami: „Najświętszym i najpotężniejszym orędownikiem, jakiego mamy w niebie, po Najświętszej Maryi Pannie, jest św. Józef”, dnia 8 grudnia 1870 r. Pius IX wydał dekret Quemadmodum Deus, ogłaszając św. Józefa patronem Kościoła Powszechnego. W liście do biskupów tak tłumaczył swoją decyzję: „Aby Kościół mógł pod opieką św. Józefa służyć bezpiecznie Bogu”. Papieski dekret ożywił kult św. Józefa w całym Kościele, czego przykładem są bractwa            i szkaplerze poświęcone temu patronowi. Po Piusie IX także kolejni papieże kontynuowali nabożeństwo do św. Józefa.

W 2000 roku Pius IX został beatyfikowany.

Papież Leon XIII (od 1878 do 1903)

Encyklika Leona XIII Quamquam pluries z 1889 roku zawiera syntezę teologii o św. Józefie, wyliczając korzyści płynące z kultu do świętego ziemskiego opiekuna Jezusa. Papież umieszcza go przy Jezusie i Maryi. „Ale ponieważ między Józefem i Maryją istniała więź małżeńska, dlatego nie można wątpić, że Józef otrzymał taki udział, jak nikt inny, w tej najwyższej godności, jaka wyniosła Bogurodzicę ponad wszystko, co stworzone. Społeczność i spójnia małżeńska jest bowiem ze wszystkich innych najściślejsza i z samej swej natury zakłada wzajemną wymianę dóbr między tymi, którzy ją tworzą”. „Dom Nazaretański, w którym Józef sprawował władzę ojcowską stanowił zaczątek powstającego Kościoła”

Szkaplerz św. Józefa - ODNALEZIONY Nie wiemy dlaczego po 150 latach szkaplerz św. Józefa objawia się ponownie, i to w Polsce. Polscy kapłani z roczników wojennych wspominają, że ich matki nosiły szkaplerz św. Józefa w kolorach fioletowym i złotym. Być może poniższa publikacja (tej książki) bierze także udział w Bożym planie, który mając swój początek we włoskim arcybractwie, poprzez pobożność francuskiej siostry, miała powrócić do kraju na Wisłą.

REFLEKSJE NA TEMAT ŚW. JÓZEFA

Podwójna Trójca Święta: „Bez Józefa nie mogłaby ‘ruszyć do przodu’ cała teologia rodziny. Rodzina Boga – Trójca Święta – odzwierciedlała się w rodzinie ziemskiej. Bóg wciela się w człowieka. Dawniej w katolickich domach wisiały obrazy przedstawiające: u dołu Maryję, Józefa i Jezusa, a na górze nad nimi: Boga Ojca i Ducha Świętego. Teologia Podwójnej Trójcy Świętej. Osoba Jezusa łączyła dwie Trójce. Dlatego osoba ziemskiego ojca – Józefa, jest ważna”

Maryja i Józef: „Małżeństwo jest to odpowiedzialny dar z siebie, Dar, który nie oznacza, że ja biorę, ale, że daruję. Daruję się tobie, zrób ze mnie, co chcesz. Jeśli współmałżonkowie nie są dla siebie darami, związek taki nie jest małżeństwem. Daruję siebie, aby zrealizować Wolę Bożą w tej osobie. Projektem Boga w Maryi była Matka Boga. Józef złączył się z Nią, aby została zrealizowana Wola Boża. Małżeństwo Józefa było komunią serc, woli, chęci, daru z siebie. Gdyby nie było tego daru z siebie, małżeństwo byłoby nieważne”.

Szkaplerz św. Józefa: „Praktyka religijna szkaplerza w Kościele znikła. Jej źródeł można szukać w miejscach, gdzie szczególnie była propagowana lub w starych archiwach zgromadzeń zakonnych. Jeśli jest grupa czcicieli św. Józefa, która chciałaby wskrzesić to nabożeństwo, ma ku temu wolną drogę”.

(Ks. Tarcisio Stramare, teolog i józefolog, dyrektor włoskiego Ruchu Józefowego z siedzibą w Rzymie, całe życie poświęcił nauce o św. Józefie)

 

Pokusa osądzania

Admin Szkółka 04 styczeń 2020

Kiedy jeszcze byłem w klasztorze, miałem pokusę osądzania wewnętrznego stanu człowieka z jego zewnętrznego zachowania. I zdarzył mi się następujący wypadek. Pewnego razu przeszła obok mnie kobieta niosąca dzban wody. Nie wiem z jakiego powodu dałem się zaskoczyć i spojrzałem jej w oczy. Natychmiast przyszła mi myśl, że to nierządnica. Ta myśl zaczęła mnie dręczyć i opowiedziałem sprawę Starcowi, ojcu Janowi. Powiedziałem: „Panie, jeśli niechcący widzę czyjeś zachowanie i moja myśl mi podsuwa ocenę życia tego człowieka, co mam robić?” Starzec mi odpowiedział tak: „Cóż z tego? Czyż nie zdarza się, że ktoś ma jakąś wrodzoną wadę i poprawia się z niej przez walkę? Nie da się na tej podstawie ocenić jego stanu wewnętrznego. Nie wierz więc nigdy swoim podejrzeniom, bo krzywa miara nawet proste rzeczy wykrzywia. Podejrzenia są kłamliwe i szkodliwe”. Odtąd choćby mi własna myśl mówiła o słońcu, że to słońce, a o ciemnościach, że to są ciemności, nie ufałem jej. Bo nic gorszego nad podejrzenia. Są one tak zgubne, że jeśli trwają długo, doprowadzają do tego, że święcie wierzymy, żeśmy widzieli rzeczy, których w rzeczywistości nie było i nie ma.

Opowiem wam o tym przedziwną rzecz, której sam byłem świadkiem, gdy jeszcze byłem w klasztorze. Mieliśmy tam pewnego brata bardzo silnie opanowanego przez tę wadę. Tak święcie wierzył w prawdę wszystkich swoich podejrzeń, iż w każdej sprawie twierdził niewzruszenie, że było tak właśnie, jak to jemu przedstawiły jego myśli i nie dopuszczał możliwości, żeby było inaczej. Z upływem czasu wzrastało to zło i tak zdołali go szatani omamić, że kiedyś wszedł do ogrodu dla śledzenia innych (bo wiecznie podglądał i podsłuchiwał) i wydało mu się, że widzi pewnego brata jak kradnie i zjada figi. A był to piątek, trochę przed godziną drugą. Przekonany więc, że naprawdę na własne oczy widział ten czyn, bez słowa opuścił ogród. Później podczas sprawowania Eucharystii śledził owego brata, który rzekomo kradł i zjadał figi, chcąc zobaczyć, czy przystąpi do Komunii św. A widząc, że on myje ręce, aby podejść do Komunii św. pobiegł do opata i powiedział: „Oto brat taki a taki idzie przyjąć Komunię św. razem z braćmi. Nie pozwól, żeby mu ją dano! Widziałem go z rana, jak kradł figi w ogrodzie i jadł je”. W tym momencie wchodził ten brat idąc z wielką skruchą po Święte Postacie, należał bowiem do najgorliwszych. Opat widząc go, zawołał go zanim on jeszcze doszedł do rozdającego Komunię kapłana, wziął go na bok i zapytał: „Powiedz mi bracie, co to takiego robiłeś dzisiaj?” On zdziwił się i odpowiedział: „Gdzie, Panie?” Opat na to: „W ogrodzie, gdzie byłeś rano: co tam robiłeś?” Odpowiedział mu zdumiony brat: „Panie, ani ogrodu dzisiaj nie widziałem, ani nawet nie byłem rano w klasztorze, ale dopiero co wróciłem z drogi. Bo kiedy tylko skończyliśmy wigilie, wysłał mnie szafarz w takiej a takiej sprawie”. A sprawę, o której mówił, trzeba było załatwić o kilka mil od klasztoru, toteż brat wrócił stamtąd dopiero na samą Eucharystię. Opat wezwał szafarza i spytał: „Dokąd posłałeś tego brata?” Szafarz odpowiedział zgodnie z tym, co mówił brat: „Posłałem go do takiej a takiej wsi”, po czym zrobił pokutę mówiąc: „Przebacz mi, panie, bo odpoczywałeś po wigiliach i dlatego musiałem go wysłać bez twojego pozwolenia”. Opat więc, przekonany o prawdzie, z błogosławieństwem posłał ich do Komunii. Potem wezwał podejrzliwego brata, skarcił go i zabronił mu Komunii świętej. Ponadto po Eucharystii zebrał wszystkich braci i ze łzami opowiedział im to wydarzenie i napiętnował go w obecności wszystkich, osiągając przez to cel potrójny: zawstydził diabła i ukazał go jako siewcę podejrzeń, winowajcy dał okazję do odpokutowania grzechu przez zawstydzenie i do uzyskania przebaczenia i pomocy Bożej na przyszłość, a resztę braci pouczył, żeby nigdy nie trzymali się swoich podejrzeń. Długo mówił o tym do nas i do tego brata, wykazując na przykładzie tego, co się zdarzyło, że nic szkodliwszego nad podejrzenie.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

 

Podstawy rozeznawania duchowego

Admin Szkółka 05 listopad 2019

Podstawy rozeznawania duchowego podane w przystępny sposób przez o.Remiego Recław

Zawsze wtedy, kiedy wzburzam się na słowo kogoś innego, muszę przyznać przed sobą, że nie wszystko u mnie jest w porządku

Admin Szkółka 19 wrzesień 2019

Ojcowie Pustyni doświadczali, że Chrystus mówi do nas także przez trudnego brata. Nie chodzi przy tym o poszczególne jego słowa, przez które Chrystus miałby do nas przemówić, ale o całe zachowanie, które wyraźnie nie ma nic wspólnego z Chrystusem i Jego nauką, a nawet całkowicie Mu się sprzeciwia. A jednak właśnie tego brata, który wydaje się tak niepodobny do Chrystusa, bo mnie obraża i rani, Ojcowie nazywają lekarzem, którego mi przysłał sam Chrystus:

Jeśli ktoś przypomni sobie brata, który go zranił, obraził lub wyszydził – to musi sobie go przypomnieć jako lekarza, którego zesłał mu Chrystus i musi go traktować jako dobroczyńcę. Bo jeśli ty się przy tym obrażasz to dlatego, że twoja dusza jest chora. I w istocie gdybyś nie był chory, nie byłbyś cierpiał. Musisz więc za to dziękować bratu, bo dzięki jego chorobie znasz teraz swoją, musisz się za niego modlić oraz przyjąć to, co od niego przychodzi, jak lekarstwo przysłane ci przez Pana. Kiedy zaś się na niego złościsz, to wtedy jest tak, jak gdybyś powiedział do Jezusa: „Nie chcę Twojego lekarstwa, wolę ropę, która się tworzy w moich żyłach”.

Mnisi widocznie sami z doświadczenia wiedzieli, że drugi, który mnie uraża, trafia w moją własną chorobę. Nie reagowałbym tak gwałtownie na obelżywe słowa, gdyby one nie trafiły w mój słaby punkt. Odkrywają one ten punkt, którego nie byłem świadomy. Bo gdybym poznał i przyjął moje własne słabe strony, to mógłbym spokojnie przyjąć słowo, które mi je uprzytamnia. Zawsze wtedy, kiedy wzburzam się na słowo kogoś innego, muszę przyznać przed sobą, że nie wszystko u mnie jest w porządku. Doroteusz z Gazy mówi to wyraźnie w swoich rozmowach:

A zdarza się, że komuś się wydaje, że trwa w spokoju i skupieniu, ale gdy mu brat powie przykre słowo, oburza się i uważa, że się w tej sytuacji uniósł słusznie. Twierdzi w ten sposób: „Gdyby to on nie przyszedł, nie odezwał się i nie zdenerwował mnie, nie musiałbym zgrzeszyć”. A to jest błąd i kpiny. Czyż ten, kto się do niego odezwał, zasiał w nim namiętność? On ujawnił namiętność, która już w nim była, żeby z nią, jeśli zechce, walczył. Taki człowiek podobny jest do zepsutego pszenicznego bochenka, który z zewnątrz jeszcze wygląda pięknie, ale niech go tylko kto przełamie, ukazuje się jego wewnętrzna zgnilizna. Tak i on trwał – jak mu się wydawało – w pokoju, ale wewnątrz miał namiętność, o której nie wiedział. Na jedno słowo swego brata zaraz ukazał na zewnątrz tę ukrytą w sobie zgniliznę. Jeśli więc chce doznać miłosierdzia, niech pokutuje, niech się oczyszcza, niech robi postępy i niech wie, że raczej dziękować powinien tamtemu bratu, który stał się dla niego narzędziem takiej korzyści.

Podobne doświadczenie relacjonuje wymiana listów pomiędzy pewnym kupcem z Petersburga a Starcem z Optiny:

„Moja służąca odeszła ode mnie i teraz przyjaciele zalecają mi przyjęcie w jej miejsce dziewczyny ze wsi. Co mi radzisz? Czy mam ją przyjąć do pracy, czy nie?” „Tak – odpowiedział starzec – przyjmij ją”. Po jakimś czasie kupiec znów napisał: „Ojczulku, pozwól mi ją zwolnić, to przecież prawdziwy demon. Odkąd jest w domu, znam tylko wściekłość i szaleństwo, już nie panuję nad sobą”. Wtedy starzec powiedział: „Nie wyrzucaj jej! Ona jest aniołem, którego Bóg ci zesłał, abyś ujrzał, ile złości kryło się w tobie. Twoja poprzednia służąca nie potrafiłaby ci tego nigdy pokazać”.

Z tych tekstów można wydobyć dwie pozytywne funkcje trudnego bliźniego: po pierwsze, inny człowiek pokazuje mi, ile jest we mnie niecierpliwości i złości. Chroni więc mnie przed iluzją, jakobym był już doskonały. Pokazuje mi moje ograniczenia. Jeszcze nie jestem zdolny naprawdę ludzi kochać, skoro daję się porywać swoim negatywnym uczuciom. Nie jestem jeszcze pogodzony ze sobą samym, skoro nawet drobne ukłucie szpilką wystarczy, by doprowadzić do eksplozji.


Po drugie, trudny współbrat pomaga mi w lepszym poznaniu siebie samego, gdyż właśnie te błędy, na które u kogoś innego się wzburzam, są też i we mnie.


„To czego nie ma w nas, nas nie wzburza”, pisze Hermann Hesse w swej powieści „Demian”. Trzeba nam więc tylko obserwować siebie samych, co irytuje nas w drugim, aby poznać, jakie są nasze wady. W ten sposób inny człowiek może nam pomóc odkryć błędy, które tłumimy w sobie, wobec których sami nie potrafimy stanąć, gdyż trafiają one w naszą wewnętrzną dumę. Błędy, których tak dalece nie jesteśmy świadomi, że nie zauważamy jak przenosimy je na innych ludzi. Chętniej złościmy się na innych, by nie musieć przyznać, że właściwie powinniśmy się złościć na samych siebie. Kto własne błędy dostrzega tylko w innych, nie osiągnie żadnego postępu w sobie. Dlatego Ojcowie nazywają trudnego bliźniego, który trafił w nasze błędy, lekarzem Jezusa, za którego winniśmy być wdzięczni. Chrystus może dać mi przez drugiego, przez jego zachowanie i słowa cenną naukę o mnie samym. Może wskazać, co we mnie musi być uleczone.

Dawni mnisi doświadczyli jeszcze trzeciej pozytywnej funkcji trudnego bliźniego. Drugi może mnie zmusić, bym wypracował w sobie pozytywne postawy, przede wszystkim cierpliwość i miłość.

Powiedział abba Arwe: „Znam brata (ale z jego słów widać było, że mówił o sobie), który kiedy przyszedł ze Sketis, wyrabiał maty. I codziennie chodził sprzedać swe maty, a wróciwszy, brał dzban, żeby przynieść wody. Kiedy wychodził po wodę, pewien brat, jego sąsiad, przychodził, otwierał sobie podrobionym kluczem, kradł zapłatę uzyskaną za maty i odchodził. Tak robił przez pół roku. Potem wytwórca mat podzielił pieniądze na dwie części i położył je osobno, zostawiając list: «Proszę cię na Pana i na miłosierdzie, weź jedną część, a mnie zostaw drugą, żebym miał z czego żyć». Ale tamten nic z tego nie zrozumiał i zabrał wszystkie pieniądze. Wytwórca mat, widząc, że on nie zrozumiał, podarł list i znowu kładł pieniądze razem. Żył w wielkiej nędzy. Ilekroć wychodził, żeby napełnić dzban wodą, zawsze zostawiał celę otwartą i nie zamykał jej, mówiąc: aby brat nie miał trudności z otwarciem drzwi; niech lepiej znajdzie drzwi otwarte. Otóż tamten okradał go tak bez przestanku przez trzy lata, po czym zachorował śmiertelnie. Wtedy wezwał wytwórcę mat i powiedział: «Błagaj Pana za mną, proszę cię, z powodu twoich mat; bo oto już trzy lata okradam cię z zapłaty za nie; boję się więc, bo oto już widzę sąd». Wytwórca mat powiedział: «Nie odezwałeś się w tym czasie, o którym się mówi: Gdy słońce wzeszło, a zanim zajdzie dla ciebie słońce. A teraz się odezwałeś: i cóż mogę zrobić dla ciebie? Jednakże, jeśli to możliwe, będę prosił Pana za tobą». I wytwórca mat ujął dłonie i stopy chorego i ucałował je, mówiąc: «Niech Pan pobłogosławi te dłonie i te stopy, bo nauczyły mnie one, jak być mnichem».

Właśnie ten współbrat, sprawiający największe trudności dopomógł mu w tak zbawiennych doświadczeniach jego życia. Zmusił go, by pracował bardziej wytrwale, intensywniej modlił się i kochał cierpliwość. W ten sposób złodziej nauczył go, co to znaczy być mnichem. Dla owego mnicha to sam Chrystus działał na niego przez negatywne postępowanie tego drugiego. Czasami sądzimy, że powinniśmy zerwać z trudnymi bliźnimi. Uważamy, że bez nich byłoby lżej, bez nich moglibyśmy być bardziej skłonni do pokoju i pobożniejsi. Ale właśnie tacy bliźni mogą coraz bardziej otwierać nas na Boga i w końcu stać się pośrednikiem naszego zbawienia. O tym, czy drugi pomaga nam do zbawienia rozstrzyga wiara, że Bóg oczekuje od nas przyjęcia bliźniego jako posłanego przez Niego, przeznaczonego dla nas, oraz że sam Chrystus może do nas przez niego przemówić.

 

Fragment książki Chrystus w bracie. O autorze: Anselm Grün OSB, urodzony 1945 r., benedyktyn z Opactwa Münsterschwarzach w Niemczech. Ukończył Instytut Monastyczny w S. Anselmo w Rzymie ze stopniem doktora. Znany rekolekcjonista, autor wielu publikacji z dziedziny życia wewnętrznego.

 

Dary Ducha Świętego

Admin Szkółka 25 maj 2019

Siedem darów Ducha Świętego wg o.M.Wołoszyna przedstawia o.Remigiusz Recław SJ i Mocni w Duchu

  1. Maska cnoty
  2. Najbardziej osobisty modlitewnik świata
  3. O Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce me według Serca Twego.
  4. przez upokorzenie do nieba

Strona 1 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
© 2026 Grupa Uwielbienia Bożego Miłosierdzia. Wszystkie prawa zastrzeżone.
GUBM GUBM
  • Start
  • Aktualności
    • Wydarzenia
    • Nadchodzące spotkania
    • Archiwum aktualności
  • O Nas
    • Historia
  • Media
    • Konferencje
    • Śpiewnik
  • Świadkowie Miłosierdzia
  • Czytelnia
    • Dzienniczek
    • Egzegeza środowa
    • Boże Narodzenie
    • Pasja wg Brandstaettera
    • Teologia biblijna
    • Szkółka
    • Rozważania na dziś (archiw.)
  • Kontakt