Czuwanie przed Uroczystością Zesłania Ducha Świętego.
Transkrypcja
Czuwanie przed Zesłaniem Ducha Świętego - Homilia
ks. A Chołuj SAC
Nie bez przypadku, drodzy, akurat w uroczystość zesłania Ducha Świętego wybrzmiewa taka Ewangelia. Kiedy Jezus daje Ducha Świętego bardzo konkretnym osobom, można zauważyć bardzo ciekawą fragment dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus pokazuje uczniom swoje ręce i bok, jak choćby próbując udowodnić to, że to jest On. Te boki mimo tego, że ciało Jezusa jest zmartwychwstałe, one jednak posiadają rany.
Uczniowie widzą Jezusa niejako nadal umęczonego, niejako nadal tego, który przeżywał w jakikolwiek sposób cierpienie. To jest bardzo piękny zabieg, gdzie Jezus ukazuje, że naczyniem Ducha Świętego niejednokrotnie staje się człowiek w jakiś sposób poturbowany, w jakiś sposób taki, który przeżywa różnorakie trudności i zmagania, gdzie niejednokrotnie staje się niczym potłuczone szkło. Ale i do takiego naczynia Duch Święty może być wlany, bo taki człowiek staje się dla Niego niczym azyl, a jest to miejsce, w którym, zobaczmy, zwróćmy uwagę, człowiek może poczuć się bezpiecznie.
Dlaczego apostołowie uciekli do Wieczernika? Wtedy, kiedy załamały się ich oczekiwania. Wtedy, kiedy Jezus umarł, zgasła pewnego rodzaju nadzieja. Ponieważ pojawiła się alternatywa poczucia się bezpiecznie, bo gdziekolwiek człowiek pojawia się bez Jezusa, kryje się jakieś zagrożenie.
Od zagrożeń najłatwiej jest uciec. I to jest normalne. Chowamy się, kiedy się czegoś boimy.
Wymaga nielada odwagi albo brawury, aby stawić temu czoła, aby wyjść naprzeciwko temu, co staje się dla mnie trudne. Duch Święty sprawia, że mogę w sobie poczuć się bezpiecznie, że mój duch staje się dla mnie azylem, a nie miejscem ucieczki. Czy w mojej modlitwie jestem bezpieczny, czuję się dobrze, kiedy stając przed Bogiem, czy staję się pewnego rodzaju alternatywą, kalką, aby zamazać to czy tamto.
Ci, którzy otwierali się na Ducha Świętego, przeżywając swego rodzaju ucieczkę, warto odnaleźć swoje podobieństwo choćby w tym do apostołów, że oni czekając na Ducha Świętego tylko i wyłącznie trwali dlatego, że zaufali Jezusowi, temu co mówił, przyjdzie na was moc wysoka. To trzymało apostołów w wieczerniku, inaczej dawno by się już rozpierzchli w siną dal. Słowo Jezusa jest tym, które budzi w moim sercu zaufanie, że warto za Nim podążać.
Z pewnością w umysłach apostołów wybrzmiewało ciągle na nowo to mówienie zaufaj Mu, On ma rację, jest, zmartwychwstał, warto. Nasza droga wiary jest drogą ciągłego odnawiania mojej przyjaźni z Jezusem, ciągłego odnawiania mojej wiary, ciągłego proszenia o Ducha Świętego. Raz i już.
O Ducha Świętego trzeba prosić, nie da się wytrenować w sobie darów, przez których On przychodzi. Prośmy o nie nieustannie. Największą obawę przeżywa człowiek, który traci nadzieję na przyszłość.
To było doświadczeniem wieczernika. Ale i do takich choćby przychodzi ten, który wchodzi mimo zamkniętych drzwi. Jezus w bardzo piękny sposób prowadza uczniów doświadczenie swojej obecności, następnie daje im choćby polecenie, Weźmijcie Ducha Świętego.
Kryje się w tym pewne porównanie do ogrodu Eden, kiedy Pan Bóg stwarzając cały świat, po pierwsze daje tam Ducha swoje tchnienie, ale po drugie stwarzając Adama w drugim rozdziale Księgi Rodzaju możemy przeczytać, że tchnął w Jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego Adam stał się istotą żywą, to znaczy Duch Święty odnowił go wewnętrznie. Zobaczmy w środku. Duch Święty, który stępuje dzisiaj na każdego z nas, pragnie odnowić nas w środku.
A dzieje się to choćby poprzez doświadczenie pokoju, którego tak każdy z nas pragnie, choćby po doświadczenie Jego siedmiorakich darów, ale o tym za chwilę. Choćby poprzez doświadczenie przebaczenia, którego tak bardzo obecnie brakuje. Duch Święty pozwala przezwyciężać swoje bariery i mury, które niejednokrotnie tak łatwo zbudujemy, wystarczy, że ktoś nadepnie nam na odcisk.
Czy jestem w stanie przekroczyć samego siebie w budowaniu własnych bram, niejednokrotnie je burząc? Duch Święty, który poburzył mury zbudowane przez apostołów, napełnił im duchem odwagi. Jeden z mistyków arabskich nazywa go zapachem miłości Boga, dzięki którym apostołowie mogli nieustannie wyjść z niejaką odwagą, która nawet przerażała ich samych. W dalszym fragmencie dziejów apostolskich przeczytamy upili się młodym winem.
Człowiek pijany jest tym, który po pierwsze nie jest świadomy tego, co robi, a po drugie cechuje go nadzwyczajna odwaga, którą niektórzy nazywają brawurą, dlatego bardzo często robi coś, czego później żałuje. Duch Święty nie jest tak młode wino, ale choćby tym, którzy się nim upijają, sprawia, że są w stanie z odwagą świadczyć o tym, który w nich żyje, który staje się w nich przekazicielem swoich łask. Dla Ducha Świętego nikt z nas nie jest osobą straconą.
Nikt z nas nie wyszedł już poza margines ewangelizacji, dlatego też od jego zesłania rozpoczęła się działalność kościoła. Dlatego, że apostołowie dopiero wtedy uświadomili sobie, że mogą przez to, kim są i przez swoje doświadczenia ukazywać wielkość działania Jezusa, jest jedno porównanie mówiące na temat obcych języków, że tym jest choćby cały Kościół Święty, że to nie jest tak, że apostołowie zaczęli mówić obcymi językami, ale uświadomili sobie, że należą do jednej wielkiej rodziny, która zacznie mówić obcymi językami. Niedawno tego doświadczyliśmy.
Duch Święty, który po pierwsze scala każdego człowieka personalnie w jedność, ale pragnie, abyśmy wszyscy stanowili jedno. Nie tylko jedno w modlitwie, ale także jedno w uwielbieniu i doświadczaniu obecności Boga, gdyż to staje się początkiem nieba. I może wydawać się to bardzo głęboką teologią, wszak jest to piękne doświadczenie wspólnoty, kiedy mamy tę świadomość, że gromadząc się wokół Jezusa, który łączy nas w jedno, jesteśmy powołani, aby uczestniczyć w tym, co w przyszłości przyjmie przestrzeń nieba.
A to sprawia, że szczęście emanujące z człowieka, nawet mimo różnorakich doświadczeń, jest piękne. Jeden z angielskich poetów, niejaki William Blake, pisał wiersze w XVIII wieku. Napisał wiersz o przebaczeniu, który paradoksalnie nazywa się Poison Tree, czyli trujące drzewo.
I tam napisał takie słowa. Byłem zły na mego przyjaciela, wyznałem gniew, gniew minął. Byłem zły na mego wroga, nie wyznałem go, mój gniew urósł.
Prośmy Ducha Świętego, abyśmy jak najczęściej nazywali przed Nim wszystko to, kim jesteśmy, czego pragniemy, co staje się naszym doświadczeniem, abyśmy nigdy od Niego się nie odłączyli, a nawet doświadczając naszych własnych słabości, aby one tylko nas do Niego przybliżały, abyśmy byli narzędziami, przez które On się będzie przelewał przez nas, dla nas, a także dla tych, wśród których żyjemy. Niech to doświadczenie stanie się dla nas ubogacającym i pięknym doświadczeniem wspólnoty Kościoła, na którego dzisiaj wstępuje Duch Święty. Amen.
