Czuwanie przed Uroczystością Zesłania Ducha Świętego.
Konferencja wygłoszona podczas czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego podejmuje temat działania Ducha Świętego w codziennym życiu chrześcijanina. Ks. Andrzej Chołuj SAC, wychodząc od Listu do Rzymian, pokazuje, że modlitwa nie zawsze jest kwestią odczucia, lecz przede wszystkim pragnienia, wytrwania i otwarcia serca na Bożą obecność. Szczególny nacisk kładzie na siedem darów Ducha Świętego oraz na życie w Wieczerniku — w ciszy, prostocie i zaufaniu.
W konferencji nie brakuje też obrazów zapadających w pamięć: „ból duszy” w modlitwie, „153-cia spowiedź z tych samych grzechów”, przestroga przed pójściem na skróty w świecie „AI” i „5G” oraz opowieść o galerii Lafayette, gdzie pada pytanie o rzeczy zupełnie niepotrzebne do szczęścia. To zaproszenie do życia bardziej zakorzenionego w Bogu niż w tym, co przemija.
Transkrypcja
Czuwanie przed Zeslaniem Ducha Świętego
Konferencja ks. A.Chołuj SAC
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego,
Zdrowaś Maryjo, ….
Królowa Apostołów…
Dziewico Matko, bądź przy mnie, jak byłaś blisko Apostołom w Wieczerniku.
Umacniaj i pogłębiaj w moim duchu pragnienie Boga. Ty, Dziewico Milczenia, strzeż mojego skupienia. Zatrzymaj daleko ode mnie niepotrzebne fantazje, roztargnienia i zaniedbania.
Niewiasto Posłuszna, pomóż mi otworzyć serce, zanim otworzę księgę, tak aby stało się gościnnym domem dla słowa. Podpowiedz mi, Niewiasto, modlitwy słowa, które wzruszą serce Boga i sprawią, by On napełnił mnie obficie wiedzą i zrozumieniem. Niewyczerpana księgo, która dała świat do czytania wieczne słowo Ojca.
Prowadź mnie, abym umiał znaleźć w każdym słowie jedyne słowo, w którym Ojciec wyraża całkowicie samego siebie. Ty, która jesteś świątynią Ducha, wspieraj mnie, bym był podobny do Ciebie, Dziewico, która zachowujesz wszystkie sprawy, rozważając je w sercu. Niewiasto Modlitwy, daj mi uczestniczyć w tej radości, z jaką wielbiłaś Pana.
Niech Twoje uwielbienie i Twój śpiew staną się moimi. Lustro odzwierciedlające doskonale obraz Syna, uproś mi łaskę życia, które będzie wiernym wyrazem tego, co czytam, medytuję, o co błagam i co kontempluję.
Zacznijmy proszę od fragmentu biblijnego, z listu do Rzymian. Możemy usiąść.
Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić, bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się Synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności. Nie z własnej chęci, ale ze względu na tego, który je poddał w nadziei, że również i ono zostaje wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.
Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia, lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za Synów, odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak się można jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak nie oglądając spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy.
Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi, zgodnie z wolą Bożą.
Oto Słowo Boże. Jest to fragment listu do Rzymian, w którym św. Paweł w sposób szczególny dotyka działania Ducha w nas.
Abyśmy nie tylko skupiali się na fragmencie z dziejów apostolskich, który mówi o zesłaniu Ducha Świętego, ale tych aspektów działania Ducha jest o wiele więcej. Ale jeden z nich ważny, który dzisiaj choćby pragnę poruszyć, jest w tym związany z Siedmiorakim i jego darami, o których zaraz. Ale najpierw o tym, który przenika nas choćby od wewnątrz, inspirując i zapraszając do czynienia dobra.
Wszak warto zauważyć, że człowiek już od początku swoich dziejów toczy walkę. Walkę dobra ze złem, która dokonuje się w nim samym. I niejednokrotnie możemy przyłapywać się na przekonaniu, że chcemy robić coś dobrego, a narzuca nam się zło, jak to jest bardzo Pawłowe.
Chcemy, ale coś przemawia przeciw. Niejednokrotnie sprzeciw staje się bardziej kuszący i atrakcyjny. Sprzeciw smakuje lepiej.
Sprzeciw tylko i wyłącznie pozornie wydaje dobre owoce. Zawsze nieposłuszeństwo, gniew czy brak rozumu smakować będzie lepiej. Bo znamy sytuacje, gdzie to co krzykliwe jest bardziej atrakcyjne.
To co krzykliwe narzuca się natychmiast. To co krzykliwe jest prostsze. Przychodzi łatwo na wyciągnięcie ręki.
Przychodzi natychmiast, bezproblemowo. To jest żaden problem zrobić komuś krzywdę. To jest żaden problem obmówić.
To jest żaden problem wykazać nieposłuszeństwo, widzieć po omacku. Ale św. Paweł Rzymianom, którzy przebywali w ciężkiej rzeczywistości, Rzym był miastem wielokulturowym.
Rzym był miastem, gdzie wyznawanie Chrystusa w tych czasach gruziło śmiercią. Paweł, ja jasno uwadnia, że w twojej nadziei, czyli patrzeniu na życie z perspektywy głębi, już wydajesz zbawienne owoce. Czyli Duch przychodzi i błogosławi twoje pragnienia, bo tam może się narodzić prawdziwe i zbawcze dobro.
Dlatego też pragnienie dobra nie jest bezsensownym marzeniem czczego chrześcijanina, ale jest to źródło, z którego później zaczyna wypływać konkretny czyn. I mając świadomość tego, że toczymy w naszych sercach walkę, Duch przychodzi naszej słabości. I to jest pewien argument, który przemawia choćby za sakramentem bierzmowania.
Że nie jest to nakreślenie krzyżyka na czółku, uroczyste pożegnanie z Kościołem, mówiliby niektórzy prześmiewczo. Ale jest to złożenie w moim sercu pieczęci, dzięki której później Duch wydaje zbawcze owoce mojego życia w postaci siedmi0rakich darów. Tych choćby, których stąpiły na apostołów.
Kiedy patrzymy sobie w kontekście tego, co dzisiaj usłyszeliśmy, tego słowa Pawła skierowanych do Rzymian, możemy jasno zobaczyć, że człowieka relacja z Bogiem spowita będzie trudnością. Że nie będzie ona idealna, nie będzie szła tak, jakby on chciał. Że będziemy doświadczać trudności, rozproszeń, czasami będziemy myśleć o tym, o czym nie powinno.
A czasami będziemy zupełnie w innym świecie, będąc w świątyni. Że modlitwa będzie stawała się dla nas utrapieniem. Czasami podczas modlitwy będziemy przeżywali tak zwany ból duszy, o którym mówił niegdyś Ignacy Loyola.
Człowiek pragnie być przy Bogu, ale mimo wszystko nie może, coś go blokuje. Ciągle czuje się wewnętrznie rozdarty, ciągle brakuje mu doświadczenia Jego obecności. Jest, ale jednak Go nie ma.
Dlatego też tak bardzo ważne jest, aby zrozumieć, że człowiek nieustannie porusza się w przestrzeni Bożego Ducha. Że modlitwa nie jest kwestią czucia, ale jest kwestią pragnienia. Duch Święty przychodzi z pomocą mojej słabości, gdy bowiem nie umiem się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za mną w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.
Jak wiele jest w stanie dać moja obecność albo pragnienie bycia z Jezusem. Pragnę być przy Tobie. Zanurzam się w Twojej obecności.
Mogę to uczynić w pracy, przy kawie, na rekreacji albo w ogrodzie. Mogę to uczynić gdziekolwiek. Każdą przestrzeń mojego życia mogę zanurzyć w Bożej obecności.
Oczywiście może być ona niedoświadczalna, spowita nadmiarem obowiązków. Spowita takim, a nie innym czynem. Ale przecież Jego pragnienia nie sposób wyrazić słowami.
To co czyni każdy z nas, to co czyni człowiek jest pewną formą kochania Boga. Jak udowodnimy komuś, że kogoś kochamy? Najprościej przez czyn, przez to co robimy. Możemy kogoś ucałować albo przytulić.
Możemy się do kogoś uśmiechnąć. Możemy napisać piękną wiadomość. Możemy podnieść na ducho albo dodać wartości.
Dalej możemy się za kogoś pomodlić. Możemy komuś ofiarować cierpienie. Ale przychodzą takie momenty, w którym nie wiem co mam zrobić.
Wtedy Duch Święty przyczynia się za mną w błaganiach. Wtedy pozostaje tylko modlitwa pragnienia. A jest to modlitwa, w której po prostu trwam w Bożej obecności.
Jestem, oddycham Duchem Bożym, tak jak czynił to Adam. On wszak widział Boga twarzą w twarz. Najprawdopodobniej, choćby obrazy w Księdze Rodzaju są obrazami symbolicznymi, ale Adam miał tak potężne doświadczenie samego Boga, że później całe swoje życie przeżywał w Jego obecności, nawet kiedy został wygnany z raju.
Człowiek, który przez grzech traci doświadczenie raju, to znaczy doświadczenie Bożego pokoju, nigdy nie zostaje zostawiony sam. I to Pan Bóg udowadnia choćby przez przestrzeń historii zbawienia, aż do momentu Pięćdziesiątnicy, kiedy w sposób bardzo konkretny daje znak dwunastu, którzy wychodzą z Wieczernika inni. I to jest choćby nawiązanie do dzisiejszej Ewangelii, gdzie z osób zalęknionych, pełnych obaw, pełnych trudności, wątpliwości, jak to będzie, jaka będzie moja przyszłość, czy warto, czy się opłaca, wychodzą jako odważni.
Zobaczmy, że przed każdą trudną decyzją zawsze pojawi się wątpliwość. Ale kiedy zniknie ona za kotarą konkretu decyzji, wtedy jawi się pokój, który jest doświadczeniem Ducha Świętego. I On, owszem, przychodzi do apostołów w postaci siedmiorakich darów.
Pozwólcie przez chwilę te dary omówić, abyśmy zobaczyli jakie one są. Pierwszym z nich jest dar mądrości. To najwyższy z darów, który pozwala nam patrzeć na całe życie innych ludzi oraz codzienne wydarzenie oczami Boga, kiedy jesteśmy w stanie je zobaczyć nie tylko tak, jak widzi je człowiek, nie tylko rachować tak, jak widzi człowiek, ale tak, jak widzi Bóg.
Nie jest to mądrość czysto akademicka ani życiowy spryt, ale głębokie, wewnętrzne wyczucie tego, co ma prawdziwą i wieczną wartość. Sprawia, że człowiek zaczyna autentycznie smakować w rzeczach duchowych, a sprawy przyziemne i materialne przestają nim bez reszty rządzić. Choćby takim doświadczeniem, które próbuję odrzucać od mądrości, jest doświadczenie grzechu pierworodnego, mianowicie pożądliwości, które po nich pozostają.
Pożądliwość oczu i pożądliwość ciała czy pycha tego żywota. Najprościej mówiąc, kto by z nas nie chciał być bogaty? Przecież miałby wszystko i nie byłoby żadnego problemu. Okazuje się, że wszystkiego nie da się kupić i to się staje pokusą pewnego rodzaju, która ma za zadanie od mądrości odłączyć.
Abba Antoni Wielki, jeden z ojców pustyni, napisał o niej tak. Ktokolwiek roznieci w sobie choćby iskrę Bożej mądrości, ten natychmiast zrozumie, że wszystko co ziemskie jest niczym i mija jak cień. Prawdziwie mądrym jest ten, czyj umysł potrafi odróżnić dobro od zła.
Dar rozumu jest choćby tym, który działa jak wewnętrzne światło, które pozwala przeniknąć powierzchowność i dotrzeć do głębszego sensu prawd wiary oraz słowa Bożego. Wszystko wydaje się takie proste, nieskomplikowane. Najlepiej odpowiedzieć natychmiast, bez zastanowienia.
Pierwsza intuicja to ta najbardziej trafna intuicja. To się sprzeciwia temu darowi. Dzięki niemu to, co wcześniej wydawało się nudne, niezrozumiałe albo suche w religii, nagle staje się żywe, jasne i logiczne.
Ten dar choćby pozwala także dostrzec ukrytą obecność Boga w trudnych doświadczeniach życiowych, których po ludzku nie potrafilibyśmy pojąć. Gdzie jest Bóg? Dlaczego On do tego dopuścił? Choćby takim przykładem bardzo trudnego doświadczenia jest to, kiedy umiera niewinne dziecko, mające roczek czy dwa, a może uparło po to, żeby rodzic się nawrócił, aby miało takiego wstawiennika w niebie, u Tronu Bożego. Jest to bardzo trudne.
Coś, co bardzo człowieka boli, ponieważ naturalnie rodzą się pytania, dlaczego? Dlaczego ktoś, kto niewinny, dlaczego musiał cierpieć? Dlaczego takie osoby chorują na nowotwory? Gdzie jest Bóg? Bóg jest miłością. Ale tylko ten, kto odkrywa w sobie dar rozumu, jest w stanie pojąć, w jaki sposób On prowadzi cały świat. Że On nie zsyła zła.
Że On nie jest złem. Że to jest miłość, ale taka, która nie mieści się w ramach ludzkiego postrzegania. I tylko i wyłącznie ten, który pozwoli przekroczyć ten, choćby ten horyzont przez wiarę, tylko ten jest w stanie go chociaż tyle zrozumieć, a tym samym pokochać.
Ewagriusz z Pontu pisał tak. Modlitwa jest stanem intelektu, który niszczy wszelkie ziemskie myśli, a rodzi w człowieku czyste i głębokie zrozumienie Boga. Jeśli jesteś teologiem, będziesz się modlił prawdziwie.
A jeśli modlisz się prawdziwie, to jesteś teologiem. Nie trzeba mieć ku temu święceń. Dar rady to taki nadprzyrodzony kompas dla naszego sumienia, szczególnie potrzebny w momentach kryzysowych, skomplikowanych lub wymagających natychmiastowego wyboru.
W trudnościach szukaj ucieczki w Bogu. Duch Święty działa tutaj jako wewnętrzny doradca, który podpowiada, co w danej chwili jest najbardziej zgodne z miłością i wolą Boga. Jest taka zasada, choćby w teologii moralnej, która mówi, że w sumieniu wątpliwym nie podejmuje się decyzji.
Jeżeli wątpisz, nie podejmuj. Módl się o pewność. Módl się, aby Duch Święty dał ci pokój w myśli o tym, którą drogą pragniesz podążyć.
To jest najpewniejsze doświadczenie, że będziesz tam szczęśliwy, że odnajdziesz to, czego szukasz. Dar rady chroni nas przed impulsywnością oraz pomaga nam dawać mądre, pełne pokoju, wskazówki innym ludziom, którzy szukają u nas pomocy. I tutaj z pomocą choćby przychodzi Abba Pojmen.
Pisał tak. Jeżeli człowiek ma kogoś, kogo może zapytać o radę i czyni to z pokorą, to Duch Święty stępuje na niego i oświeca jego umysł, by wybrał drogę prostą. Odkrywanie swoich myśli Ojcom rodzi światłość, a ukrywanie ich ciemność.
Dar męstwa. Ten, który daje duchową siłę i psychiczną odporność, abyśmy potrafili trwać przy swoich wartościach i wierze nawet wtedy, gdy wiąże się to z niezrozumieniem, wyśmianiem albo cierpieniem. Jakże jest to bliskie.
Jestem wierzący. Sekciarz. Ten, który ufa jakimś nadprzyrodzonym głupotom.
Niejednokrotnie może to nas spotykać. Dar męstwa przełamuje w nas paraliżujący lęk przed opinią otoczenia i ludzkimi względami. Nie muszę się wszystkim podobać.
Nie interesuje mnie, co ktoś o tym myśli. Ja, moja droga wiary jest jak kompas, który innym ma wskazywać drogę. Jest jak choćby gościniec, w którym drzwi stają się otwarte tylko wtedy, jeżeli ktoś zechce przez nie przejść.
Albo ewentualnie delikatnie je uchylając zapraszam do wejścia do środka, bo tam będzie cieplej w ten zimowy poranek. Ale jeżeli ktoś nie podejmuje tej decyzji, to już jego sprawa. Zrobię babci na złość, odmrożę sobie uszy.
Z pomocą przychodzi Abba Mojżesz Etiopczyk. Bądź mężny i nie bój się trudów walki z własnymi namiętnościami. Kto ucieka przed trudem, ten nigdy nie pozna smaku zwycięstwa.
Usiądź w swojej celi, a ona cię wszystkiego nauczy, jeśli tylko wytrwasz. To dar męstwa. Jest to całodzienna energia do monotonnego i wiernego wypełniania swoich obowiązków oraz ciągłego podnoszenia się z własnych upadków i słabości.
To już moja 153 spowiedź z tych samych grzechów. To po co iść więcej? Przecież Pan Bóg je zna. Wyznam Mu je w pokoju i pozałatwiane.
Bardzo łatwo przyłapać się na takiej drodze pójścia na skróty. Dzisiejszy świat kusi do pójścia na skróty. AI.
Wszystko jest dane nam na tacy. Na nic nie trzeba pracować. Niczego nie trzeba czytać.
Niczego nie można słuchać. Przecież wystarczy odpalić 5G i wszystko już mam. To tak nie działa.
Nie wszystkiego jestem w stanie zapamiętać. Nie jestem aniołem. Zresztą to drugie też popełnia błędy.
Dar umiejętności, wiedzy uczy nas zdrowego, właściwego dystansu do świata stworzonego i rzeczy materialnych. Choćby pozwala widzieć w pięknie natury czy geniuszu człowieka ślad samego stwórcy, ale jednocześnie ostrzega by nie robić z tych rzeczy bożków. Można się łatwo przyzwyczaić do tego, że jest dobrze, do konformizmu.
Później z niego rezygnować. Wystarczy popatrzeć przez kilka dni co się dzieje z tymi, którzy nagle zaczynają piastować wyższe sobie funkcje. Zejdź do szeregu.
Zacznij być taki jak wszyscy. Jest to trudne. Nikt nie mówił, że to będzie proste.
Ale jest to też łaska, którą daje Bóg do tego, aby człowiek poznawał Jego wielkość. Dzięki temu darowi choćby potrafimy natychmiast rozpoznać kiedy jakaś relacja, technologia czy rzecz materialna zaczyna nas zniewalać i oddalać od Boga. Pokusa jeszcze pięć minut, które później wydłuża się do dwóch czy trzech godzin, które wydłuża się do zaspania czy choćby na lekcje, wykłady, poranne modlitwy czy poranną medytację.
Abba Izajasz pisze prawdziwa wiedza polega na tym, by widzieć świat takim jakim stworzył go Bóg i nie pozwolić by serce uwiązało się do tego co przemija. Wolność polega na nieposiadaniu niczego, co mogłoby Cię oddzielić od Stwórcy. Kiedy z jednym wykładowcą pojechaliśmy do Francji poszliśmy tam do galerii handlowej.
Był filozofem. Uczył go niegdyś św. Jan Paweł II.
Też już jest świętej pamięci. I kiedy szliśmy z nim, on rozglądał się po tej galerii i patrzył po pewne sklepy w galerii Lafayette. I kiedy zapytaliśmy go, czy niczego nie potrzebuje ksiądz profesor tak się rozejrzał i powiedział: Tak patrzę i zastanawiam się jak wiele jest tutaj rzeczy, które są mi zupełnie do szczęścia niepotrzebne.
Dar pobożności. Uzdrowicielsko wpływa na naszą relację z Bogiem. Usuwając z niej chłód, formalizm czy lęk przed surowym sędzią.
Trzeba się modlić. Nie trzeba. Ale jest to pewna relacja, która wpływa na mnie uzdrawiająco.
Z miłością. Pragnę się modlić. Pobożność rozpala w sercu autentyczną synowską miłość, dzięki której modlitwa przestaje być przykrym obowiązkiem, a staje się naturalną potrzebą serca.
Jestem przy Jezusie. Chcę być przy Jezusie. Jest moim przyjacielem.
Konsekwencją tej miłości do Boga jest również zmiana spojrzenia na drugiego człowieka. Zaczynamy widzieć w nim brata albo siostrę, co rodzi w nas głęboką empatię i delikatność. Wiem, co przeżywasz.
To nie jest proste być na Twojej pozycji. Rozumiem, co możesz myśleć będąc w takim, a nie innym położeniu. Ale nie mól, nie martw się.
Jestem obok Ciebie. Mimo tego, że nie wiem, jak to rozwiązać. Takie doświadczenie wypływa z modlitwy, bo to jest doświadczenie Jezusa obok mnie.
Wiem, jak to rozwiązać, ale jestem obok Ciebie. Daję Ci doświadczenie mojej obecności. Tego, że w niczym nie jesteś sam.
To jest prawdziwa pobożność. Kiedy nie tylko oczekujemy od Boga, ale zaczynamy przy Nim trwać. Abba Makary napisał: nie potrzeba wielu słów na modlitwie.
Wystarczy często wyciągać ręce i mówić z prostotą serca dziecka Panie, jak wiesz, jak chcesz, zmiłuj się. Prawdziwa pobożność to widzieć w każdym człowieku samego Chrystusa. Dar Bożej bojaźni jest szczytem miłości i dojrzałości duchowej, która nie ma nic wspólnego z niewolniczym strachem przed karą pójdę do piekła.
To przepełniony zachwytem szacunek wobec Bożej wielkości i świętości oraz ogromna wrażliwość sumienia. Człowiek obdarowany tym darem lęka się wyłącznie jednej rzeczy, że poprzez swój egoizm, pychę albo niewdzięczność mógłby zranić Boga i zerwać z Nim więź. Jest taki troszeczkę level up.
Jeżeli kogoś kocham, no to nie chcę go skrzywdzić. Jeżeli na kimś mi zależy, to nie robię mu pod górkę. Jak można mówić, że ktoś jest czyimś przyjacielem, jeżeli rzucam w jego stronę oszczerstwo? To jedno drugiemu zaprzecza, wyklucza.
Jeżeli Bóg tak bardzo mnie kocha, jeżeli stworzył cały świat ze swojej miłości i nosi on w sobie zadatki swojego ducha, to jak mógłby sprawić, że umierają niewinni? Ale tak bardzo ukochał człowieka, że dał mu wielką łaskę wypływającą z Bożego ducha, jaką jest wolność, prawo wyboru. Mają je tylko człowiek, aniołowie i demony. Ale w ich przypadku, wolność przybrała miarę wieczności.
W naszym do czesności, a co później się okaże. Abba Jan napisał: Bojaźń Boża jest jak dom budowany na skale. Chroni duszę przed każdym wiatrem pokusy i uczy człowieka chodzić przed obliczem Pana w pokorze.
Jak dom bez fundamentu runie, tak życie bez Bojaźni Bożej ulega zepsuciu. Bo człowiek ma świadomość wtedy, że sam jest niczym Bóg. Że On mu z pewnością wszystko wybaczy.
Jest tu zuchwałe spojrzenie na wielkość Jego darów. I tych siedem udzielił apostołom, a także pragnie udzielić nam. Dlatego też, mając przekonanie, że Bóg nie szczędzi nikomu obficie swych darów, jeżeli tylko pragną przy Nim trwać, trwajmy i my w tym wieczerniku, na naszej prostej modlitwie, w ciszy, bez wielkości uwielbienia.
Wyjątkowo, gdyż apostołowie, kiedy dwa tysiące lat temu czekali w wieczerniku, nie byli pełni entuzjazmu i śpiewu uwielbienia, ale niejednokrotnie przeżywali to z wielkim trudem i z wielką prośbą samego Boga o doświadczenie Jego obecności. Jest to coś, co mi w sposób szczególny gdzieś ostatnio towarzyszy. Dlatego też niech i nasz wieczernik stanie się takim miejscem przepełnionym Duchem Świętym, przepełnionym obecnością Boga, która będzie wybrzmiewać w naszych sercach.
Razem Nim się napełniajmy, razem przy Nim czuwajmy i razem wzrastajmy.
