Świadectwa

Słyszałam, że pomaga. Nie stosowałam. Liczyłam na własne możliwości. Okazały się zawodne. Jestem tylko człowiekiem, sama sobie pomóc nie mogę. Tyle trudności stawało mi na drodze do szczęścia, tego ziemskiego i duchowego. Bardzo bałam się wielu rzeczy w życiu, przez co czułam się zniewolona. Ciągle żyłam w strachu, lęku... Do czasu, gdy sięgnęłam po modlitwę, najpierw do świętego Antoniego, później także do świętej Rity.

To najpiękniejsze uczucie, gdy czuje się, że ma się obok takich duchowych Przyjaciół w NIEBIE. Pewnie nie zawsze było tak, jak bym chciała, ale dzięki modlitwom do świętych, nauczyłam się odnajdywać prawdziwe autorytety i bardziej ufam Bogu. Jednak muszę otwarcie powiedzieć, że nawet w drobnych i mało ważnych sytuacjach otrzymywałam pomoc. Przykładem może być egzamin na prawo jazdy. Moje pierwsze podejście zakończyło się nie po mojej myśli- wynikiem negatywnym. Byłam bardzo rozczarowana. Po drugiej próbie udało się. Dlaczego? Przed drugim egzaminem modliłam się do świętego Antoniego i świętej Rity, czego nie robiłam przed pierwszym. Innym również polecałam te modlitwy. Zwrotną reakcją były słowa podziękowań i radość z wysłuchania.

Warto zwracać się do orędowników, no naprawdę orędują! Zawsze!


Moja córka od września 2013 szukała pracy, którą nie mogła otrzymać.

Na początku 2014 roku zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską w tej intencji. Pod koniec nowenny moja córka otrzymała pracę od maja 2014 i pracuje szczęśliwie nadal. Wiem, że Matka Boża pomogła jej znaleźć upragnioną pracę i nadal nad nią czuwa.


Gdy wchodzę na naszą stronę, patrzę co dzieje się na mieście ;0) o czym mówi dziś Św. Faustyna, co będzie w środę i za każdym razem uderza mnie: „napisz świadectwo”, „napisz świadectwo!!”, „NAPISZ ŚWIADECTWO”. Piszę zatem...

Świadectwo to nie coś jednorazowego, wydarzyło się i koniec. Życie to cykl świadectw potwierdzających istnienie rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Stało się, wbrew ekonomii, wbrew mojemu pojęciu o relacjach międzyludzkich i poza moimi marzeniami, że pojechałam we wrześniu 2014 roku do Medjugorie. Do domu Matki. Ale naprawdę domu Matki, bo tam jest inny klimat. Już wysiadając z autobusu czujesz, że jesteś bezpieczny, kochany i przyprowadzony tu przez Maryję. Nie ma innej opcji, nie ma przypadku.

Przyznam, że miałam problem z odmawianiem różańca. Owszem odmawiałam, ale tak sobie myślę, że to Maryja oswajała mnie z nim, bo po kolei, systematycznie dodawała mi po dziesiątce: za dziecko poczęte, za kapłanów, z Róży Różańcowej i zrobiło się pięć (dziesiątek). W Medjugorie różaniec jest jak oddech, jest czymś tak oczywistym jak kromka chleba na śniadanie (albo płatki, jak kto woli). I to nie zadziałało tak, że ulegasz psychologii tłumu, nie. Maryja prosi o modlitwę sercem. Niech zatem każde uderzenie mojego serca będzie taką modlitwą. I wiecie co? Różaniec dla mnie teraz naprawdę jest jak oddech, chcę oddychać pełną piersią!

Pozdrawiam w Panu

Wioletta


© 2018 Grupa Uwielbienia Bożego Miłosierdzia. Wszystkie prawa zastrzeżone. Stworzone przez Mega Group